środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 1

"Never let your fear decide your fate"

 -Możesz mi łaskawie powiedzieć, kiedy wrócisz do domu?!- głos matki w słuchawce brzmiał bardziej skrzekliwie niż normalnie. Moja wyobraźnia natychmiast zaczęła wariować i stawiać mi przed oczami obraz kobiety po czterdziestce z dziobem sroki zamiast ust. Oderwałam komórkę od ucha i spojrzałam na wyświetlacz. Godzina 21:50. Nie była to jakaś strasznie późna pora, zwłaszcza że miałam już 17 lat i byłam na tyle odpowiedzialna i rozsądna by wracać do domu sama. Telefon powędrował z powrotem w górę.
  -Będę za 10 minut- mruknęłam gryząc się w wargę. Tak naprawdę do domu pozostało mi jeszcze pół godziny drogi  moim tempem, jednakże postanowiłam nie denerwować rodzicielki. Dostałabym w domu wykład, a naprawdę nie miałam na to chęci. Rozłączyłam się i wsunęłam aparat do kieszeni ciemnoszarej kurtki.
 Temperatura spadła poniżej 10 stopni, a śnieg sypał jak oszalały, przez co wielkie płatki wpadały mi co chwilę w oczy. Naciągnęłam kaptur z futerkiem na głowę i sunęłam dalej przed siebie. Zimny puch wpadał mi za krótkie, brudno-brązowe buty, powodując że przez moje nogi przechodziły delikatne dreszcze.
 Miejsce w którym mieszkałam, znałam jak własną kieszeń. Małe miasteczko oddalone niecałe 45 minut od Nowego Jorku. Nic ciekawego. Ruch tutaj kończył się o godzinie 19, a zaczynał o 7 rano.
 Przyspieszyłam trochę kroku, uważając coraz bardziej by nie poślizgnąć się na drodze. W pobliżu nie było żywej duszy, a jedyne co słyszałam to skrzypienie śniegu pod moimi stopami i szelest kurtki, która trochę się przymroziła i krępowała ruchy.
 Co tak właściwie robiłam sama, o tej godzinie, w środku miasta? Już tłumaczę. Mój starszy brat, wyprowadził się od nas gdy urodziło mu się pierwsze dziecko. Szczęściarz, nie musiał się dalej użerać. W sumie, to nigdy nie miał powodu by narzekać. Zawsze był traktowany lepiej. Było mi z tym trochę ciężko, ale nie obwiniałam go o to. To zasługa, tylko i wyłącznie matki. W każdym bądź razie, w osobie Leon' a widziałam podporę oraz przyjaciela. Jako dziecko często uprzykrzałam mu życie, ponieważ 11 lat różnicy między nami bywało uciążliwe, zwłaszcza kiedy próbowaliśmy nawiązać rozmowę na wspólne tematy, których, nie ukrywajmy, było bardzo mało. Jednak gdy zaczęłam dorastać i rozumieć więcej rzeczy, staliśmy się niemalże nierozłączni. Pojmował wszystko co do niego mówiłam, śmiał się czy smucił razem ze mną. Kiedy oznajmił że wyprowadza się na swoje, poczułam wewnętrzną rozpacz.

 Brakowało mi jego śmiechu, sposobu w jaki mówił czy krzątał się po mieszkaniu podśpiewując pod nosem piosenki starych, rock' owych zespołów. W domu zrobiło się zimno i oschle, bo moja rodzicielka trzymała mnie krótko i sceptycznie pochodziła do wszystkiego co robię. Żeby nie zwariować regularnie odwiedzałam brata.
 Tym razem odrobinę się zasiedziałam, słuchając jak to Leon nadaje na Vivien, ponieważ jest "osobą która nie da mu wyjść do klubu z kolegami, ale i tak ją kocha" i bezmyślnej paplaniny dziewczyny (Vivien) o moich włosach: że są długie, ładnie pofalowane i zadbane. Lubiłam je, to prawa, każda dziewczyna ma jakieś dobre cechy jeśli chodzi o wygląd, a ja byłam dumna z jasnobrązowych kłaków.
 Z moich rozmyśleń wyrwał mnie warkot silnika auta, sunącego po ulicy tuż obok mnie. Przestraszona aż podskoczyłam, przez co kaptur spadł mi z głowy. Czarny Jaguar jechał w podejrzanie wolnym tempie, tak jakby podążał za mną, a kierowca był uciekinierem szpitala psychiatrycznego, który zaraz wyskoczy z samochodu z nożem i zadźga mnie, po czym wywlecze do lasu i wrzuci do jakiegoś dołu...to trochę drastyczne podejście, ale mój umysł zaczynał wariować w takich beznadziejnych sytuacjach.
 Przyspieszyłam kroku. W uszach dudniło niemiłosiernie. Myślałam że moje serce bijące szybko i mocno, wyskoczy zaraz na wierzch. Zimny pot oblał moje ciało, a nogi prawie nie zginając się, gnały do przodu.
 "Nie odwracaj się, nie odwracaj się, nie odwracaj się do jasnej cholery"
 Dlaczego to jest silniejsze ode mnie? Spojrzałam za siebie. Z lekko otworzonych ust uleciała para, a oczy przymrużyłam by wyostrzyć obraz.
 Mężczyzna. Ciemne włosy. Ostre rysy twarzy. Starszy ode mnie, ale nie dużo.

 Jak poparzona odwróciłam wzrok i prawie że biegłam, mijając słabo oświetlone budynki. Psychiczny kierowca przyspieszył razem ze mną, a ja, zrobiłam jedną z najgłupszych rzeczy na świecie. Mianowice wbiegłam w ciemną i ciasną uliczkę. Oparłam się o ścianę budynku. Mój niespokojny oddech powoli przeradzał się w dyszenie. Przetarłam twarz dłońmi odzianymi w rękawiczki i wciągnęłam powietrze głęboko do płuc. Ruszyłam ścieżką, poprzez czerń. Ani mi się śniło wrócić na drogę główną. Powłócząc nogami doszłam do siatki na końcu alejki. Za nią rozciągał się widok na domy prywatne. W prawie każdym paliły się światła. Jeżeli ktoś zobaczy jak przechodzę przez ogrodzenie pomyśli że jestem złodziejem.
 Usłyszałam szmer za plecami. Dreszcz przeszył moje ciało. Szybko wskoczyłam na kratki "płotu" i wspięłam się na górną rurkę. Nie za bardzo myśląc zeskoczyłam z wysokości 3 metrów na ziemie, przez co sparaliżowałam moje stopy na kilka sekund. Zaklęłam z bólu i przestąpiłam z nogi na nogę. Zrobiłam krok do przodu i poślizgnęłam się, ponieważ pod grubą warstwą śniegu znajdował się lód. Na szczęście nie upadłam. Powoli zaczęłam zsuwać się z górki na dół, chcąc dotrzeć do mojego domu, od którego dzieliło mnie zaledwie 2 minuty drogi.
 Nie marzyłam o niczym innym, jak o gorącej kąpieli i chęci zapomnienia tego, co przed chwilą się wydarzyło.

***
Powoli nacisnęłam klamkę drzwi i weszłam do środka. Światło w przedpokoju było zgaszone. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Podświetlane na zielono cyfry ukazywały godzinę 22:20. Wiedziałam że się spóźnię. Najciszej jak potrafiłam ściągnęłam kurtkę. Usiadłam na szafce i zaczęłam rozsznurowywać buty. Zsunęłam jednego ze stopy i trzymając go w dłoni, już miałam odłożyć go do półki, kiedy nagle z samego końca pomieszczenia przemówił kobiecy głos.
-Zdaje mi się że 10 minut już dawno minęło- przestraszona podskoczyłam lekko i upuściłam brązowego buta na ziemię. Matka zapaliła światło. Jej proste włosy w kolorze zboża zalśniły w świetle lampy, a wzrok szmaragdowozielonych oczu przeszył moje ciało. Nie odezwałam się, naprawdę nie chciałam się kłócić. Kobieta skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Teraz nie będziesz się odzywać tak?
-Po prostu się spóźniłam, nie wiem o co Ci chodzi. Byłam u Leon' a i wróciłam do domu. Przypominam że mam już 17 lat i w stanie w którym mieszkamy, mogę już nawet prowadzić auto, więc jestem uważana za odpowiedzialną osobę- odwarknęłam i zdjęłam drugiego buta, po czym włożyłam obuwie do szafki. Wstałam z miejsca i zrobiłam parę kroków do przodu.
-Ah tak? Skąd mam pewność że jednak nie łamiesz prawda, pani porządna obywatelko i nie łazisz z jakimiś mężczyznami pić lub ćpać?- uniosła brwi wysoko do góry.
"No żeby Ci z czoła nie spadły"
-Czy ja wyglądam na pijaną lub ujaraną? A może po prostu boisz się że zajdę w ciążę jak ty w moim wieku?- wiedziałam że użyłam jej słabego punktu. Było to podłe, ale ona przez całe moje życie zachowywała się jakby była zmuszona mnie kochać.
-Nie miałam tyle lat co ty...
-Oh proszę Cię, umiem liczyć, a odejmowanie czy dodawanie to podstawy matematyki- wyminęłam matkę w przejściu i weszłam na schody.
-Zatrzymaj się na miłość boską!- kobieta wbiła długie, czerwone paznokcie w moje ramię. Syknęłam pod nosem. Byłam niesamowicie czuła na ból, a chociażby mocniejsze przyciśnięcie palców do mojej skóry powodowało że pojawiały się na niej fioletowe siniaki. Vivien mówiła że jestem krucha, drobna i blada.
-Od dziecka próbowałam nauczyć Cię szacunku, ale zawsze byłaś oporna na to co mówiłam- warknęła.
-A ja od dziecka chciałam być taka jak inne dzieci. W rodzinie gdzie jest mama i tata i wszyscy się kochają- odpysknęłam i wywinęłam rękę spod uścisku.
-Mogłabyś znowu nie poruszać tematu ojca?!- krzyknęła za mną, kiedy wbiegałam na górę domu. Wparowałam do mojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Rysunki na ścianie drgnęły. Z rozmachu uderzyłam dłonią w róg biurka.
-CHOLERA JASNA!- wrzasnęłam i rzuciłam się na łóżko. Wtuliłam twarz w poduszkę i krzyknęłam. Następny koszmarny dzień.
 Poleżałam tak jeszcze przez 15 minut, by dostatecznie uspokoić bicie serca i wyciszyć się, po czym wstałam i głośno odetchnęłam. Przetarłam oczy, przez co odrobinę tuszu do rzęs dostało mi się do środka i zaczęło piec. Po policzku ściekły mi łzy. Poderwałam się na równe nogi i podbiegłam do mojej łazienki. Odkręciłam kurek z zimną wodą i ochlapałam nią twarz. Oko przestało szczypać, a ja poczułam ulgę. Podniosłam wzrok i spojrzałam w lustro.
 Pofalowane, jasnobrązowe włosy sięgały łokci, a krótsze końce znajdujące się przy twarzy prawie równały się z ramionami. Były to pozostałości po grzywce, którą zrobiłam w czasach gimnazjalnych za pomocą zwykłych nożyczek do papieru. Oczy dość duże, niebieskie. Nos prosty, zwyczajny, a na nim 4 może 6 piegów. Usta małe, górna warga węższa od dolnej. Zęby białe i proste, dzięki aparatowi noszonemu od podstawówki aż do wieku 15 lat. Blada karnacja, a ciało w miarę szczupłe. Wzrost 170 cm. W taki sposób najszybciej opisałabym moją osobę. Nic ciekawego, najzwyczajniejsza dziewczyna na świecie. Dodam że jestem podobna do brata.
Pesymistka, z sercem oddanym sztuce, która już dawno straciła wiarę na w pełni mile spędzony dzień. A na imię jej było Faith.

~

BWDD!
(Bardzo Wczesne Dzień Dobry)

Oto przed wami, pierwszy rozdział opowiadania.
Naturalnie, nie dodam tego teraz o godzinie ok 3:05 nad ranem, ponieważ nie za bardzo jestem świadoma tego co pisałam, ale przywitałam się z wami jakby to była ta godzina, żeby był ten efekt, no nie?
Wiem, wiem. Koszmarnie piszę. Nie wiem po co się za to zabrałam. Może dlatego że jestem niewyżyta pisarsko i pomysł siedział w mojej chorej głowie już dłuższy czas?
Wiecie co? Komentarze to coś fajnego, dają kopa, bo wiesz że ktoś to czyta i nie wygląda to jak gadanie sama z sobą *żebrze komentarze*
I mam jedno pytanie: Chcecie zakładkę w której zrobię opisy bohaterów?

1 komentarz:

  1. Przeczytałam tydzień temu, ale przyznając się bez bicia nie skomentowałam, pomimo tego że spodobało mi się. Zrobiłam jednak błąd bo widzę że to Cię naprawdę musi motywować. Mam nadzieję że się nie poddałaś, bo tak robią słabi, a chyba taka nie jesteś, no nie?
    Czekam na nn C:

    OdpowiedzUsuń